Nowe życie buduję na prawdzie...

Nowe życie buduję na prawdzie...

Nasza historia to nie tylko historia organizacji. Nasza historia to przede wszystkim historia ludzi: podopiecznych, wolontariuszy, pracowników i darczyńców skupionych wokół Dzieła Pomocy...

Z okazji zbliżającej się 15 rocznicy powstania Dzieła zachęcamy do bliższego poznania tych historii - dziś o sobie opowie pani Izabela, której Dzieło pozwoliło zacząć wszystko na nowo... 

Kiedyś to miałam życie jak pączek w maśle, naprawdę – wszystko było w jak najlepszym porządku. Wychowała mnie mama – i choć nie było jej łatwo, dawałyśmy sobie radę ze wszystkim. Tata umarł, gdy miałam sześć lat, mój brat niespełna pół roku. Uczyłam się dobrze, po maturze poszłam pracować do Domu Dziecka i jednocześnie uczyłam się dalej – najpierw ukończyłam studium pedagogiczne, potem nauczycielskie studia geograficzne. A Dom Dziecka to była moja najwspanialsza praca na świecie. Ja dla tych dzieci gotowa byłam zrobić wszystko, bo widziałam że to moje zaangażowanie, ta moja miłość do nich są potrzebne, przynoszą efekty. Walczyłam o te dzieci jak umiałam, nieraz i się poniżyłam przed jakimś prezesem, żeby im zapewnić mieszkanie czy pracę, ale w ogóle się tym nie przejmowałam, najważniejsze było dobro dziecka.

Niestety naszą placówkę zlikwidowano, to były straszne chwile. Pamiętam, jak dzieci trzymały się drzew i nie chciały stamtąd odjeżdżać, a my byliśmy bezsilni. Nawet ta strata pracy nie była dla mnie wtedy taka trudna, najgorsza była bezsilność, że dzieciom się dzieje krzywda…

Zaczęłam pracować w szkole jako nauczycielka, a jednocześnie na poważnie zaczęłam rozwijać mały biznes handlowy. Do spółki z koleżanką ze szkoły zaczęłyśmy sprowadzać do Polski tureckie towary, które z zyskiem sprzedawałyśmy w strefie przygranicznej Niemcom. I wtedy się zakochałam. Mój partner prowadził tam swoje interesy. Jakie? Do dziś nie znam całej prawdy…

Z perspektywy minionych lat  nie rozumiem, czemu ja się tak poddałam tej miłości, temu człowiekowi… Ja dla niego na 10 lat zrezygnowałam ze wszystkiego – z rodziny, przyjaciół, pracy. On wymagał, a ja te wymagania ślepo realizowałam – z aktywnej zawodowo i towarzyskiej kobiety stałam się z dnia na dzień „kurą domową”, która zajmuje się jedynie sprzątaniem i gotowaniem. Ja zatraciłam siebie – on był dla mnie najważniejszy i dla niego wyrzekałam się swoich potrzeb i ambicji. Wszyscy wokół mnie ostrzegali, ale ja byłam głucha na te ostrzeżenia. Z czasem stałam się jego własnością – decydował o moim życiu, zaczął ograniczać moja wolność zamykając mnie w mieszkaniu. Kłamał i był agresywny, stosował wobec mnie przemoc. Żyliśmy w takim kłamstwie, że ja już czasami nie potrafiłam odróżnić fałszu od prawdy. Przestawałam kochać a zaczęłam nienawidzić, ale nie potrafiłam powiedzieć dość i odejść. Na to wszystko nałożyły się kłopoty finansowe, ale dzięki mojemu podpisowi na czeku wszystko miało się naprawić. Złożyłam więc ten podpis, nie zdając sobie sprawy co ja właściwie robię…

Ten podpis zaprowadził mnie do więzienia – zostałam skazana prawomocnym wyrokiem za fałszowanie środków płatniczych. Sama zgłosiłam się na policję. Jedyny strach jaki mi wtedy towarzyszył, to był strach przez moim partnerem. W towarzystwie policjantów pojechałam do mieszkania spakować ubrania, kosmetyki. Ja wtedy nawet nie myślałam co biorę, bałam się tylko spotkania z nim. Na szczęście już nigdy do niego więcej nie doszło.

Więzienie to nie był dla mnie łatwy czas. Ale ja się tam wiele nauczyłam o sobie, przemyślałam swoje życie. Mi tam bardzo pomógł wychowawca, psycholożka. Wiele ważnych rozmów tam odbyłam. Ułożyłam sobie wtedy w głowie priorytety, zadania które muszę wykonać, żeby  naprawić swoje życie. Jak wychodziłam – wiadomo, nie miałam dokąd pójść, więc załatwili mi miejsce w schronisku dla bezdomnych kobiet. Tylko tam dotarłam, pierwsze, co zrobiłam, to zaczęłam szukać pracy. Część ofert nie wchodziło w grę, ze względu na moją kryminalną przeszłość. Ale w końcu udało się, zdobyłam zatrudnienie. Mojego przyszłego pracodawcę nie zraziła informacja o moim pobycie w więzieniu – nie musiałam tego mówić, ale powiedziałam, bo chciałam swoje nowe życie od początku budować na prawdzie.

Praca była ciężka i bardzo wymagająca, ale dzięki niej mogłam spłacać swój dług. Jedyne, co mi przeszkadzało to to, że nie mam własnego kąta. Któregoś dnia wpadła mi w ręce ulotka Dzieła o mieszkaniach wspieranych, ale ciągle nie mogłam zdążyć po pracy na ulicę Loretańską… W końcu któregoś dnia się udało – pani Marzenka już zamykała Punkt Konsultacyjny, wpadłam w ostatniej chwili i jakimś cudem nagle przy recepcji pojawiła się pani Zosia od mieszkań wspieranych. Moja konsultacja, zamiast w styczniu odbyła się natychmiast… A potem już wszystko ruszyło z taką siłą – ja takie wsparcie dostałam w Dziele, że to coś nieprawdopodobnego – na wszystkie sposoby mi pomagali: i konsultacje, i terapia i wszystko. Z każdym problemem mogę się zwrócić!

Po dwóch miesiącach byłam już lokatorką Dziełowego mieszkania. Ja do dziś nie mogę uwierzyć, jakie mnie szczęście spotkało, że to wszystko tak się finalnie potoczyło! Jedenaście miesięcy zajęła mi spłata długu, próbuję na nowo odbudować relacje z bratem, mam nowych znajomych i mam swój kąt…

Jak mi jest dobrze w tym mieszkaniu. Jestem tam u siebie, mam swoje rzeczy. Jest cisza, spokój i ciepło… Można poczytać, pomodlić się w spokoju, przemyśleć różne sprawy.

W zeszłym roku byłam z Dziełem na pielgrzymce. Przeżyliśmy we Włoszech piękne chwile – audiencja u Papieża, te wszystkie sanktuaria. Wszystko było, jak zwykle w Dziele - na najwyższym poziomie. Ale najpiękniejsze miejsce, które odwiedziliśmy, to dla mnie Asyż. Przepiękne miasteczko no i ja sobie jakoś tak „upatrzyłam” świętego Franciszka za swojego patrona. Chyba dlatego, że to moje życie takie pogmatwane, jak i jego. Ale to nic, mój krzyż niewielki w porównaniu z krzyżem Chrystusa…

Dziś wiem, że wszystkie te złe doświadczenia były z mojej winy. Sama sobie ten los zgotowałam, ale dlaczego? Nie wiem, naprawdę nie wiem – ślepa miłość?

Na terapii w Dziele Pomocy pani Irenka uczyła mnie, żeby nie rozdrapywać ran przeszłości, tylko patrzeć w przyszłość. Nie jest to łatwe, ale stosuje się do tej zasady. Po tym wszystkim, co przeszłam, to najtrudniejszym jest teraz dla mnie zaufać drugiemu człowiekowi.

Mój promotor na studiach mówił mi: „Ilu w życiu ludzi spotykasz, tylu nauczycieli”. Teraz to moja sentencja. Uczę się od każdego, na nowo buduję swoje życie i nie chce nawet myśleć kim bym dziś była, gdyby nie dobrzy ludzie, którzy mi pomogli…

Izabela

Dzieło Pomocy św. Ojca Pio

KRS 0000217272
Nr konta Bank Pekao SA: 74 1240 2294 1111 0010 1273 0039
Nr konta dla przelewów z zagranicy Bank BNP Paribas:
PL 46 1600 1013 1844 8878 7000 0001 • SWIFT/BIC: PPABPLPK
tel.: +48 12 433 51 70 • e-mail: pomoc@dzielopomocy.pl